Wywiad z najstarszym mężczyzną Kaszowa

Szóstego maja 2007 roku odbyłem bardzo sympatyczną rozmowę z najstarszym mieszkańcem Kaszowa, spośród mężczyzn. Pan Stanisław ma 93 lata, nie urodził się w Kaszowie ale większość życia tutaj spędził. Zapraszam do lektury bo w naprawdę warto.

Z zawodu jest Pan kowalem, jak wyglądało niegdyś przygotowanie do fachu?

 

Z Chrzanowa jeździli rzemieślnicy głównie szewcy na pobliskie jarmarki do Liszek, Czernichowa, Krzeszowic. Matka chciała mnie oddać na „próbę” do jednego z zakładów szewskich.
Po dwu tygodniowym okresie próby szewc powiedział, że się nadaje i chciał 400 złotych za naukę (równowartość czterech krów – oferta nie do przyjęcia mimo, że praktyka trwać miała 3 lata).
Potem wysłali mnie na Brzeźnie i do Kopytówek, tam byli znani z fachu kowale. Ja trafiłem do Korzeniowskiego. Za naukę chciał 200 złotych, w dwóch ratach. Praktyka polegała na robocie w kuźni. Niestety trzeba było chodzić codziennie z chałpy gdzie spaliśmy do kuźni ok. trzy kilometry. Majster dawał za dniówkę pół kilo mąki na chleb, resztę trzeba było po robocie samemu utrzeć.
Po 2,5 roku Majster kazał płacić ale, że nie było wszystko jak się umawiał to nie chciałem płacić a Matka tym bardziej. Uciekłem z kuźni. Za jakiś czas Majster przyjechał za mną. Jakoś tam się tam dogadał. Wypisał mnie z cechu ale nie dał czeladniczych papierów tylko praktyki.

 

A jak miała się szkoła do cechu praktyk i zawodu?

 

Najpierw była podstawówka, potem trzy lata praktyki w cechu, który wystawiał papiery ukończenia. Do samodzielnej praktyki trzeba było w cechu wyrobić papiery czeladnicze.
Że nie miałem papierów czeladniczych nie mogłem mieć swojego warsztatu. Robiłem więc, tak po chałupach. Kułem konie, a że dobrze mi szło i ludzie mnie często wołali to ktoś w końcu na mnie doniósł. Pewno inny kowal.

 

Ile było w Kaszowie kuźni?

 

Kuźnie były cztery. W Mnikowie były za to głównie młyny.

 

Jakie jeszcze zawody uprawiali ludzie na wsi?

 

Byli przede wszystkim rolnikami. Ale byli też stolarze, cieśle co stawiali domy zanim przyszły kamienne czy murowane Wiadomo byli też zduni co stawiali piece, kołodzieje.

 

Jak wyglądało życie na co dzień?

 

Dzieci pasły, dokąd się dało krowy. Pasterze, wiadomo bijali się między sobą. Chowało się konie, krowy, gęsi, kury. Było dużo złodziei, ludzie pilnowali obejścia, głównie nocą. Wymieniali się z sąsiadami, jeden do północy a drugi po północy.

 

Co gościło najczęściej na stołach?

 

Ziemniaki, zacierka. Rano o piątej gotowało się ziemniaki z żurem na gwoździu maszczone słoniną albo wodziankę z pietruchy. Czasem kołacze z serem, chleb. Kołacz to nawet dość często.

 

W domach były piece chlebowe?

 

Nie w każdym domu. Chleb pieczono w każdy dzień i rano każdy dostawał swoją porcję. I koniec ” więcej nie dostał.

 

Poza uprawianiem pola co jeszcze ludzie robili?

 

Pole należało obrobić tak aby starczyło pszenicy, żyta i owsa na chleb, zacierkę i konia. Ojciec na przykład, umarł w 1925 roku, jeździł z nabiałem do Krakowa. Potem brat jeździł z matką.

 

Jak wyglądały żniwa?

 

Wcześniej były sierpy. Potem to już kosy. Młóciło się cepami. Potem były maszyny ” geruśnice, trzeba było po nich jak po cepach młynkować. Dzieci też młóciły. Jak nie było młynków to siedlackom: taka łopatka drewniana na krótkim stylu, nabierało się i ciskało tak.
Ludzie robili jedni u drugich np. jak nie mieli konia.

 

A niedziela?

 

Do kościoła jeździło się paradnie w strojach krakowskich. Szczególnie na procesję „na Skałkę”. Najważniejszy był odpust na Bielanach, no i Skałka.

 

Pewnie wesela były wyjątkowe

 

Tak, drużbowie jechali na koniach, potem wozy z gośćmi. Festyny były na polu.

 

A święta, były jakieś szczególne obyczaje?

 

Boże Narodzenie to kolęda ” młodzi „ubierali panny”, odgrywali jasełka.
Wielkanoc to ogniska, nie takie jak teraz, z terkotkami, krzyżami. Ludzie przed świtem myli nogi w rzece, źródłach. Na „Zielone Świątki” ubierało się domy.

 

Teraz mniej przyjemne wspomnienia, jeśli mogę, co Pan pamięta z wojny, okupacji?

 

Niemcy szli od Czołówka (W dzień pacyfikacji przyp. Aut.), spędzili wszystkich na łąkę, tu obok. Na początku zastrzelili pięciu z obecnych, wcześniej ich wywieźli, jak się potem okazało to tylko straszyli. Potem jeden z gestapowców chodził i brał ludzi według uznania. Przesłuchiwali w stodole. Potem podzielili ludzi po dziesięciu i powiedzieli, że będą strzelać pięciu z każdej dziesiątki.
Ja już byłem pod „stodołą przesłuchań”, kiedy przyjechał gubernant z Krzeszowic. Staną i mówi „Oj Kaszów, Kaszów, Kaszów.”. Rozstrzelali tych co byli po przesłuchaniach. Okropnie pobici, skatowani, leżeli i się nie ruszali ” strzelali im w tył głowy. Rozkazał ludziom się rozejść. Jak się rozchodzili to Niemcy podpalili stodołę Suchanów.

 

Jaki był przed tym wydarzeniem stosunek do Niemców?

 

Jak się im nic nie przeskrobało, to brali tylko podatek. Brali od ludzi konie i krowy. W Czułówku był posterunek. Po wojnie trzeba było się ubezpieczyć i opłacać …

 

Pamięta Pan jakieś przysłowia lokalne.

 

(uśmiech) „W Czułówku jeździli na ołówku”. A, że ludzie ciągle się sądzili o miedzę, to było: „Adwokat wyżyje z miedzy, a chłop nie może z hektarów.”

 

Na tym koniec, właśnie przyszła prawnuczka na imieniny ” akurat św. Stanisława. Może trochę nie w porę przyszedłem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.