Sklepienie Kaplicy Sykstińskiej

Pierwsza pielgrzymka Boronia cz. 1

Sklepienie Kaplicy SykstińskiejFeliks Boroń urodził się w roku 1802. Już jako kilkunastoletni chłopiec wykonywał zapewne różne posługi na rzecz dworu (bieganie z pocztą, pasanie bydła) i wreszcie do regularnej pańszczyzny, której odrabianie zachowało się znacznie dłużej we wsiach stanowiących własność szlachecką tj. w Kaszowie niż w dobrach duchownych i narodowych.

W Kaszowie była szkoła jednoklasowa, do której zapewne uczęszczał, gdyż umiał czytać,  nie potrafił natomiast pisać ” o sporządzenie zestawienia nazw miejscowości przez jakie wędrował prosił napotkane, życzliwe mu osoby.

Był właścicielem chałupy i niewielkiego kawałka ziemi. Kosił więc zapewne siano, wypasał krowy a w niedzielę udawał się na mszę do kościoła parafialnego w Liszkach. Zapewne utartym w owych czasach wzorem oddał gospodarstwo córce i zięciowi, wymówiwszy sobie u nich dożywocie. Niewielkie gospodarstwo nie absorbowało jego wszystkich sił i czasu, chodził więc często po dopustach i uczestniczył w dalszych pielgrzymkach. Już jako dziecko zaszedł z rodzicami do Częstochowy, bywał często w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Czasy kiedy zdecydował się na wędrówkę były niespokojne. Liczne konflikty mniejsze lub większe nękały Europę, a w szczególności Austrię i Włochy. Podczas przygotowań najtrudniejsze wydaje się wyrobienie paszportu, gdyż wymagało udzielenia odpowiedzi na szereg trudnych pytań. Dokument taki wystawiany był na „stęplowym” papierze, zawierał imię, nazwisko imię ojca , określał stan społeczny okaziciela, wyznanie, przynależność do miny i kraju.

Jak mówił zabrał ze sobą niewiele poza tym co założył na siebie. W sakiewce schował sześćdziesiąt guldenów zwanych reńskimi, co było równowartością jednego wołu lub dwóch wieprzy.

Pożegnał się z rodziną, sąsiadami i księdzem proboszczem. Córka „w wielkim lamencie i żalu” odprowadziła go aż do przewozu na Wiśle pod Czernichowem. Kaszów opuścił dokładnie „w tydzień po świętym Wojciechu”. Tego też dnia dotarł do Kalwarii Zebrzydowskiej. Tam okazało się, że jeden z zakonników Dominik Koczur bywał w Rzymie i zna drogę. Droga jaką ustalili mierzy około 1500 km.

źródo: Stanisław Grodziski: „Feliksa Boronia pielgrzymka do historii”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.